Efekt WOW!

Proszę Państwa, powiem krótko - dzisiaj będzie o "efekcie wow".

Co to jest?

Spędzając dużo czasu na dyskusjach na naszym TeamSpeaku (ts3.sesje-rpg.pl - kryptoreklama) niejednokrotnie deklarowałem, że czegoś mi brakuje w danej kampanii, mechanice, czy nawet samym settingu, coś czego jasno nie mogę sprecyzować, coś nieuchwytnego i wymykającego się poza powierzchowną percepcję, coś co wymaga znacznie większego wysiłku i analizy, by to dokładnie dostrzec. Właśnie "to coś", czego mi brakowało, było czymś, co pozwalam sobie nazwać "efektem wow!". Niejednokrotnie powoduje to uśmiech na twarzy mojego dobrego znajomego, który doskonale wie, że gdy coś mi nie pasuje, jednak nie umiem tego od razu zadeklarować, to na pewno brakuje mi wspomnianego "efektu wow!".

Z życia wzięte

Skoro tak na prawdę nie wyjaśniłem wprost cóż to takiego ten "efekt wow!" (tak, zamierzam pisać o tym cały czas w ten sposób jak gdyby była to marka renomowanej firmy felven sp. z o.o.), to pozwolę sobie na przedstawienie paru przykładów, które znacznie lepiej zobrazują to zjawisko, niż próba encyklopedycznego usystematyzowania tego "czegoś".

Efekt WOW! - Akt I: Mechanika

Zacznę od mechaniki. Nie ukrywam, jestem człowiekiem, który lubi zasady, o czym wszyscy czytający moje artykuł już zapewne wiedzą. Pierwszą prawdziwą mechaniką, z jaką miałem faktycznie do czynienia, była mechanika Dungeons & Dragons edycja 3.0; zasad pełno, wyjątków od tych zasad jeszcze więcej niż samych reguł - od razu to polubiłem, odezwała się we mnie dusza prawnika, podręcznik czytałem do poduszki. Wyobraźcie sobie jednak, że D&D to było dla mnie zbyt mało. Po przygodach z tym systemem zapragnąłem więcej, kolejny był Warhammer Fantasy Roleplay edycja 2 - był prostszy, jednak był czymś nowym. Pomińmy jednak moją pełną biografię rpgową i przejdźmy do "efektu wow!", który nastąpił dwukrotnie; po raz pierwszy, gdy odkryłem GURPSa 4 - mnogość zasad, wszystkie spójne i jednolite, całość zbudowana z głową, zatonąłem w tym wszystkim i lawirowałem pomiędzy kolejnymi modułami niczym nasi politycy pomiędzy prawami, które sami tworzą.

To był dla mnie szok, każdy podręcznik wnosił coś nowego, ale jednak budował na tym, co już znałem, wszystko łączyło się w całość, a w dodatku wyłączając pewne elementy mechaniki nie narażałem całości na destabilizację. Do dzisiaj jestem zaskoczony, jak wspaniale działają tryby tej potężnej machiny; zauważam jednak po tym czasie, że są to faktycznie tryby, jest to niemalże mechaniczna maszyna, a nie do każdej rozgrywki potrzebuję maszyny, czasem potrzeba zarówno graczom jak i mi czegoś bardziej organicznego, żywego - trzeba rpgowego organizmu, który żwawo poniesie nas do przodu, bez pyrkania, pojękiwania i zapotrzebowania na benzynę.

Kolejny "efekt wow!" nastąpił, gdy napotkałem nowofalowy nurt rpg, o ile tak mogę go nazwać. Chodzi mi o gry idące w stronę narracji. Jak bardzo nie twierdziłbym, że nie lubię gier spod znaku "Powered by apocalypse", czy nie byłby to Świat Apokalipsy, czy też Dungeon World, to jednak doceniam to, co zrobiły dla rpgów i dla mnie. Pan Vincent Barker zrobił coś wielkiego - wiele rzeczy, które reklamowałem na tej stronie, bazowały właśnie na jego ideach, jak chociażby "fail forward" (idea, gdzie porażka gracza nie prowadzi do ślepego zaułka, a otwiera całkowicie nowe możliwości), "rysuj mapę, zostawiaj pustki" (daj graczom marchewkę, niech sami wyobrażą sobie wędkę, wspomnij o jakimś miejscu, a gracze niech dopowiedzą całą resztę), a także oddawaniu całkowitej narracji w ręce graczy.

Efekt WOW! - Akt II: Setting

Nie samą mechaniką jednak mistrz gry żyje.

Oprócz samych "kości" trzeba też czegoś, co je otoczy, nada uroku, a także sprawi, że całość zacznie żyć. Niezależnie od tego jak mechanika byłaby wspaniała, nie będzie żyć bez odpowiedniego settingu, świata czy jak tam wolicie to nazywać.

Pamiętam, że Faerun bardzo mnie interesował, szczególnie pod względem tego, ile informacji na jego temat jest dostępnych. Niejedna wikipedia ocieka wręcz informacjami na tematy takie jak chociażby ile procent mieszkańców danego regionu to elfy, a ile to pół-orkowie. Nie jest to może informacja, bez której nie da się prowadzić rozgrywki, jednak mając tak szczegółowe dane zawsze czuję, że mogę być wierny duchowi tego, z jaką myślą został stworzony ten świat. Moim numerem jeden w tej kwestii był na pewno setting Forgotten Realms, czy też Zapomniane Krainy.

Młodzieńcza fascynacja fantasy jednak minęła i przyszedł czas na nieco cięższe realia. Tak, moi drodzy, wiecie co powiem (już słyszę jednego z częstych bywalców TeamSpeaka i jego okrzyki radości), mówię o niczym innym jak Warhammer. Odstawmy na bok mechanikę i wszystkie niedociągnięcia. Tak, wiem, że i setting kuleje w pewnych miejscach, jednak to fikcja, dajcie już spokój! Świat pełen mroku, po raz kolejny bardzo szczegółowo opisany, niejednokrotnie zaskakujący tym, jak bardzo podobni są ludzie do naszych przodków ze średniowiecznej/renesansowej Europy - było to coś, co zawsze będzie wzbudzało we mnie pewną dozę sentymentu. Numer dwa - Warhammer Fantasy Roleplay.

Jeżeli chodzi o numer trzy - tutaj wiele pozycji walczy o podium, nie warto prawić na ten temat.

Efekt WOW! - Akt III: Gracze

Mamy mechanikę, mamy setting, brak mi "tylko" graczy.

"Efektem wow!" był dla mnie moment, kiedy zacząłem pierwszy raz prowadzić przez Internet. Po wielu latach mistrzowania graczom, których znam i spotykam się z nimi codziennie, jest czymś zupełnie innym niż prowadzenie dla ekipy, której totalnie nie znam. W mojej pierwszej kampanii wszystko poszło nie tak jak trzeba - gracz wykonywał "strzał ostrzegawczy z łuku", inny próbował magicznym żądłem przebić się przez wrota twierdzy, nie obyło się też bez awantury ze strażą i walką na śmierć i życie - byłem wniebowzięty!

Zaraz... jak to?!

Ano tak. Byłem zaskoczony, jak wiele nie wiem, jak wiele mogę się nauczyć, jak wiele JUŻ w tym momencie się nauczyłem oraz tego, jak wiele mnie jeszcze czeka. Spośród tej pierwszej ekipy, którą poznałem, wyłonili się na prawdę nieźli gracze. Ludzie potrafią zaskakiwać najbardziej. Bardzo miło było zobaczyć zupełnie inne podejście do całej filozofii rpgowania. Jak miło było oddać komuś narrację tylko po to, by zobaczyć, że wpędza całą ekipę w jeszcze większe kłopoty, nie dbając o dalsze konsekwencje.

Granie przez Internet daję tę przewagę, że można spotkać się i pograć z ludźmi w stosunkowo krótkim czasie, którzy mają totalnie odmienne spojrzenia na pewne tematy; jedni skupiają się całkowicie na roleplay'u, inni potrafią docenić skomplikowaną mechanikę, jeszcze inni uwielbiają balans pomiędzy dwoma tymi aspektami, a są i tacy, którzy dopiero zaczynają i tak na prawdę ich opinie kształtują się z każdej sesji na sesję, co też nie jest proste, a samo w sobie stanowi wyzwanie.

Skoro jestem już przy tym miejscu, to nie omieszkam wspomnieć, że gdzieś w tle szykuję artykuł o paru postaciach graczy, które najlepiej zapadły mi w pamięć - ale o tym wkrótce.

Po co mi to wszystko?

Dosyć tego, nagadałem się, tylko ja i moje, co to jednak ma być?! Po co w ogóle ten "efekt wow!"?

Na te pytanie pewnie już sami możecie sobie odpowiedzieć.

Bez "efektu wow!" nie ma elementu zapalnego, on jest iskrą, która rozpala wszystko i zaczyna cały proces myślenia. Czymś, co sprawia, że chce się grać i prowadzić kolejną sesję. Ideą, zamysłem, nieważne czy to element mechaniki, który Was totalnie zachwycił, rasą, która urzekła swoją historią, albo po prostu zarysem kampanii rzucającym na kolana, ważne jest to, że czujecie to, właśnie to w duszy wam gra.

Efekt wow to takie wakacje, po których macie nowe siły na to, by pracować kolejny rok, głęboki wdech po długim zanurzeniu, piwo po tygodniu pracy. Wasze zdrowie i dajcie znać, czym dla Was jest "efekt wow!"?

 

Ilość komentarzy: 2

  1. Damian komentuje:

    Świetnie opisane, ja sam mam bardzo często ten efekt WOW, który wlaśnie mi towarzyszy szczególnie w grach aniżeli życiu osobistym 🙂

    18 września 2017
    Odpowiedz
  2. Tomasz S komentuje:

    Hej.
    Zaczynałem od nowonurtowych rozwiązań, a swoje wow znalazłem w minimalistycznych dedekoidach i odkryłem, że setting może być niemal dowolny.

    Każdy ma swoją truciznę, którą lubi się truć .

    Fajny wpis. Pozdrawiam.

    21 września 2017
    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.