Fantasy postapo

Cześć i czołem!

Po dłuższej przerwie kilka krótkich przemyśleń.

Z racji planowania realiów kolejnej kampanii, co do których nie mogę się zdecydować, bo z jednej strony chęć poprowadzenia w świecie po apokalipsie, gdzie każdy pocisk jest na wagę złota, a z drugiej strony po przerwie chęć powrotu do fantasy, doszedłem do wniosku, że można by spróbować połączyć oba te gatunki.

No oczywiście mamy już takie gotowe połączenia, jak chociażby Earthdawn, Dying Earth RPG czy Savage Worlds Rifts, jednak dzisiaj nie o tym. W miarę jak się im przyglądałem bliżej i bliżej doszedłem do pewnych wniosków, które chciałbym dzisiaj przedstawić.

Czy fantasy to postapokalipsa?

No właśnie, takie pytanie zadałem sobie. Owszem, taki Earthdawn z podręcznikami wręcz wypełnionymi opisami świata, który został zrujnowany rzeczywiście od razu kojarzy się z postapokalipsą, w dodatku mamy fantastyczne rasy, mamy magię, wszystko się zgadza - fantasy postapo.

Jednak czy takie zwykłe, generyczne, sztampowe fantasy samo w sobie nie jest już czymś co trafia w klimaty postapokalipsy?

Postapokalipsa? A jak to smakuje?

Zacząć warto od samego ustalenia co to jest ta cała postapokalipsa. Zwracam się zatem do, niekoniecznie może najtrafniejszego źródła, acz powszechnie dostępnego i znanego, czyli Wikipedii:

Apocalyptic and post-apocalyptic fiction is a subgenre of science fiction, science fantasy or horror fiction literature in which the Earth's technological civilization is collapsing or has collapsed.

W wolnym tłumaczeniu: Twórczość apokaliptyczna i postapokaliptyczna to podgatunek fantastyki naukowej (...) w której cywilizacja na Ziemi upada lub upadła.

Oczywiście kwestię tego, czy musi to dotyczyć Ziemi pozostawiam już Wam, osobiście natomiast uważam, że niekoniecznie. Tak czy inaczej bazować będę na tejże definicji, no może z pominięciem właśnie elementu ziemskiego.

A teraz do fantasy...

Zastanówmy się chwilkę teraz nad tym czym będzie sztampowe fantasy, o którym wspominałem. Dla mnie będzie to świat z magią, rasami innymi niż ludzkie (zapewne elfy, krasnoludy i inne niziołki czy orki), oprócz tego istnieć będą jakieś dziwne stworzenia. Jakieś wielkie królestwo (pewnie nazwane tajemniczo i całkowicie nietypowo, np. Imperium albo lepiej - Wielkie Imperium!) zarządzane przez monarchę. No i nie zapominajmy o podziemiach!

...no właśnie, podziemia.

Bo czym one są? Zwykle stare, omszałe, zapomniane, nieraz zamknięte i nieodkryte do momentu, gdy postacie graczy nie postanowią wejść tam jako pierwsi od wielu lat. Czyli wychodzi na to, że ktoś to kiedyś zbudował - być może inna cywilizacja? Czyżby była to jej pozostałość? Typowy świat fantasy będzie zapewne usiany takimi tajemniczymi podziemiami, które skrywają tylko więcej tajemnic. Gracze wchodząc do nich mogą wesoło zabijać to co tam się zalęgło i rozkradać relikty zamierzchłej przeszłości, jednak gdy staną na chwilkę i zastanowią się skąd to wszystko się wzięło - może okazać się, to właśnie co przyszło i mi do głowy - czyżby kiedyś istniała cywilizacja, która również tworzyła budowle, miała swoje osiągnięcia i porażki, wojny i bitwy, jednak w pewnym momencie coś się wydarzyło i nastał kres owej cywilizacji?

Oczywiście nie zawsze tak musi być, bo przecież wszelkie podziemia mogły być zbudowane przez krasnoludy, które sobie nadal żyją.

No chyba, że były to inne krasnoludy, inna cywilizacja, która również upadła... ale dosyć tego!

Tak czy inaczej - myślę, że w niejednym fantasy można doszukać się elementów postapo, jedne będą oczywiste, inne może nieco naciągane. W jednych postacie będą faktycznie musiały walczyć o przetrwanie, a w innych będą mogły zaledwie podziwiać pozostałości dawnej cywilizacji poprzez odkrywanie dawnej architektury.

I to tyle, jak wspominałem na wstępie - garść przemyśleń. Jak to jest w Waszym przypadku? Ktoś prowadził kiedyś sesję lub kampanię w klimatach fantasy postapokalipsy? Jak to wyglądało?

Ilość komentarzy: 3

  1. Drachu komentuje:

    Jakiś czas temu czytałem zbiorek esejów – Kobold’s Guide to Worldbuilding – tam autor tłumaczył, że tak na dobrą sprawę większość fantaziaków to postapo, w takim eposowym znaczeniu – że złote wieki już były, a teraz to jakoś niby sobie radzimy, ale gdzież nam do dawnych mistrzów.
    Taki np. Tolkien – sprawa ewidentna, kiedyś były elfy – ale upadły. Potem Numenor – to samo. Potem królestwa na wygnaniu – też to samo (ok. Gondor niby się trzyma, ale siłą rozpędu). I grając u schyłku trzeciej ery masz pod nogami pozostałości po kilku apokalipsach, niszczących dawne cywilizacje.
    Wiele uniwersów jest o to opartych – od TES, przez Warhammera, po 7th sea. Ale czy to czyni je postapo? Czy jest to tylko pretekst do umieszczenia w grze dziwnych ruin i podejrzanych artefaktów?
    Moim zdaniem kluczowe jest to, czy ta apokalipsa jest widoczna i odczuwalna. Czy gra jest o tym, jak wpłynęła ona na świat przedstawiony. W Earthdawnie jest to widoczne mocno.
    A u Tolkiena? Moim zdaniem mniej. Tzn. ta elfokalipsa i numenorokalipsa była, ale czy to o tym jest setting? Nie wiem. W sumie trochę jednak tak.
    A w Młotku? Niby są stare ruiny, były wojny o brodę i takie tam, ale na ile to na grę wpływa? Wcale?

    12 stycznia 2017
    Odpowiedz
  2. Kosmit komentuje:

    Z racji tego, że na konwentach dość często pojawiam się z prelekcją Fantasy postapo? Czemu nie! to powiem jak to wygląda z perspektywy kogoś, kto Earthdawna prowadzi od lat.

    Od Pogromu minęło już ponad sto lat i świat powoli podnosi się z gruzów. Miasta zostają odbudowane, a jedynym reliktem po zniszczeniach są upadłe kaery i dzikie ostępy, w których nadal kryją się horrory.
    Oczywiście można podkręcić ten klimat i prowadzić świeżo po otwarciu pierwszych kaerów i wtedy to postapo czuć pełną gębą. Magia istnieje i sporo ułatwia, ale w pierwszych latach po Pogromie jest niebezpieczna przez co stanowi ograniczony zasób. Podróżując po powierzchni praktycznie nie natrafimy na zamieszkałe osady, więc adepci muszą polegać na własnych zdolnościach, a spaczone bestie tego nie ułatwiają
    Z drugiej strony po 100 latach spora część terenów jest nieodkryta, ale dawne szlaki wracają do użytku. Statki powietrzne są względnie bezpieczne i ułatwiają odbudowę świata przez co poczucie zniszczeń troszkę się zaciera.

    Swoją drogą dzięki za notkę, bo podsunęła mi pomysł na notkę „Kolory Earthdawna” przedstawiająca różne podejścia do prowadzenia. 🙂

    16 stycznia 2017
    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.