"Śmieszki, heheszki"

Witam, dzień dobry i dobry wieczór.

Dzisiaj znowu subiektywnie, jak zawsze zresztą, o humorze i żartach w RPG.

Wstęp, czyli wszyscy to już wiemy

To, że RPG ma przede wszystkim być dobrą zabawą, a określenie "dobra zabawa" dla każdego znaczy co innego wiemy nie od dziś. Skoro najtrudniejszą część wstępu zostawiliśmy już za nami, to może po prostu wyjaśnię skąd inspiracja do artykułu.

Nie zdarzyło mi się jeszcze prowadzić grupie, pośród której nie było by jakiegoś dowcipnisia. Mam dziwne wrażenie, że tak jak zwykle w grupach wysuwa się na przód swego rodzaju lider i przywódca, tak i pośród moich grup pojawiał się zawsze żartowniś. Humor to dobra sprawa, wszystko jednak z umiarem, o umiarze i jakości rozgrywki jednak pisałem, dlatego odpuszczam i od razu lecimy dalej. Dobra sprawa, bo okazjonalne rozluźnienie towarzystwa, szczególnie po jakiejś mocno napiętej sytuacji, często skutkowała tylko lepszymi wspomnieniami dotyczącymi tego momentu.

A gdyby tak...

No właśnie, zauważając, że grupa się rozluźnia, czasami aż zbytnio, pomyślałem - "hej, przecież można poprowadzić jakąś lekką kampanię! Wszyscy przez cały czas będą mogli żartować i się śmiać, doskonały pomysł!". No i od pomysłu szybko przeszedłem do rozglądania się za czymś co by mnie zainspirowało i porwało.

Świat Dysku

Jedna z niewielu serii książek, które autentycznie wprawił mnie w śmiech. O samym Świecie Dysku nie będę się rozpisywał, tym co nie znają polecam po prostu książki.

Pratchett dobrze radził sobie z opisami i komponowaniem prawdziwie zabawnych sytuacji. Szybki research i wiedziałem, że istnieje Discworld na mechanice GURPSa - fantastycznie, książka i świat były bajeczne, mechanikę uwielbiam, zaczynamy!

Oprócz mechaniki niestety trzeba mieć jeszcze pomysł, a tutaj zaczęły się schody. W końcu pomysł musi być zabawny, nietuzinkowy, to musi być coś takiego co będzie jednocześnie niepoważne, śmieszne i intrygujące - główna fabuła ma przyciągać graczy i w dodatku być zabawna. Niestety na imię mi nie jest Terry, moje pióro nie jest tak fantastyczne, a tym bardziej nie jestem tak świetny w kwestii tworzenia opisów na bieżąco - już czułem, że będzie niełatwo.

Na chwilkę odstawiłem pomysł Świata Dysku, samemu będąc nieco rozgoryczonym porażką, która mnie napotkała. Delikatny głód poprowadzenia sesji "z jajem" odepchnąłem gdzieś na bok i miałem nadzieję, że mi po prostu przejdzie.

Beszamel

Niestety jak na złość, jakiś rok później, zauważam, że w kwestii polskich RPGów coś się dzieje - nowy setting, chwilowo na lekkiej mechanice Adventurers, ale i zapowiedź settingu do Savage Worlds - nic tylko czekać, być może mój głód zostanie w końcu zaspokojony.

Beszamel miał opisywać przygody bohaterów, których podróże skupiają się wokół kulinariów. Lasy grzybowe, brokułowe drzewa, księżyc z sera - tylko dorzucić główny wątek, gdzie to postacie graczy zostają zmuszeni skosztować 12 potraw w 12 najbardziej ekstrawaganckich karczmach tych krain i niczym Herakles zabierają się do wypełniania swoich prac.

Świat wydawał się nietuzinkowy, powiedziałbym nawet niedorzeczny, to właśnie dlatego przyciągnął moją uwagę. Szkice i grafiki przedstawione przez autorów wyglądały ciekawie i interesująco, w końcu zaczęło jednak do mnie coś docierać...

???

Jaka jest Wasza ulubiona potrawa? Powiedzmy, że ktoś uwielbia frytki. Niech taka osoba zacznie teraz jeść codziennie frytki - na śniadanie, obiad, kolację, przekąski, frytki, frytki, frytki. Większość osób po takiej "terapii szokowej" nie mogła by spojrzeć na swoją ulubioną potrawę.

Przez taką alegorię chcę pokazać to, że jeżeli coś się nam podoba i postanowimy zrobić sobie z tego główną rozrywkę, to prawdopodobnie szybko nam to zrzednie, straci smak, stanie się zwykłe.

Rozwijając myśl - stwierdziłem, że gdybym postanowił kampanię i powiedział graczom "słuchajcie, to będzie luźna kampania, będą żarty, niedorzeczności, Wy też możecie stworzyć postacie zabawne, przekoloryzowane i zupełnie niepoważne" to otrzymałbym zapewne cyrk na kółkach, gdzie każdy chciałby być "tym najśmieszniejszym". Cała masa elementów sesji też była by zabawna, gracze starali by się żartować... i w zasadzie nic by nie było śmieszne.

Chodzi o to, że najlepszy rodzaj humoru, to ten naturalny, chodzi o ten moment, gdy ktoś zdaje się na instynkt, nie spina się czekając na odpowiedni moment do riposty, czy opowiedzenia żartu/tekstu/anegdotki, którą przygotował na sesję.

Po prostu stwierdziłem, że skoro wszyscy będą chcieli być śmieszni, to nikt tak na prawdę nie będzie śmieszny.

Jak się zatem okazuje napisanie dobrej komedii, to nie jest prosta sprawa, nie wystarczą prostackie i głupie żarty, bo o ile mogą bawić przez chwilę, to na dłuższą metę staną się monotonne.

 

Ilość komentarzy: 3

  1. Rudie komentuje:

    W zasadzie się zgadzam. Próbowałem kiedyś poprowadzić stricte humorystyczną kampanię – stworzyłem świat pełen absurdów, gdzie głównym bóstwem był Ilsum – bóg kupców i złodziei, którego przykazania przypominały w zasadzie „Rules of Acquisition” Ferengi…

    Cała praca poszła w kosz, bo gracze tak skoncentrowali się na one-linerach i heheszkach, że ich postaci w zasadzie nie były prawdziwymi ludźmi tylko „bankomatami do wypłaty ripost” i przez kilka tygodni akcja w zasadzie nie ruszyła z miejsca. Od tego czasu mam dystans do kampanii z założenia humorystycznych

    2 grudnia 2016
    Odpowiedz
  2. Clar komentuje:

    Dobry żart w odpowiednim czasie może podnieść nastrój.

    8 lutego 2017
    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.