Ekipa (nie?) tylko do grania

Tym razem będzie głównie o tym co dzieje się "nad" stołem. O relacjach międzyludzkich. Myślę, że tym samym poruszę temat bardziej około-rpgowy, społecznościowy.

Drużyna, ekipa, grupa

Jak to zwykle bywa z RPGami potrzebujemy kilku osób, przynajmniej dwóch, a w mojej opinii najlepiej czterech. Jeżeli to są znajomi - super, cała problematyka zawarta w tym artykule prawdopodobnie Was nie dotyczy. Sytuacja nieco się komplikuje, kiedy trzeba graczy lub, nie daj boże mistrza gry, znaleźć.

Oczywiście z pomocą przychodzi głównie facebook ze swoimi grupami, gdzie z większym lub mniejszym powodzeniem można takich ludzi znaleźć, mamy kanały na Discordzie i TeamSpeaku. Z moich obserwacji wynika, że zwykle formuje się taka grupa, chętnych do zagrania w danego RPGa i grają - o to w końcu chodzi, prawda?

Tylko dlaczego cała znajomość zaczyna i kończy się na RPG? I czy tak powinno być?

Uważam, że RPGi to jakaś forma uzewnętrznienia się. Odgrywanie ról, radości, smutków postaci, przerażenia i ekscytacji. Czasem udajemy emocje, a czasem własne uczucia ubieramy w płaszcz naszej postaci i nadaje mu im dzięki temu odpowiedniego wizerunku. Słowem - RPGi to często dość intymnie traktowany rodzaj rozrywki.

Nie wszystkim lekko przychodzi otwarcie się na nowych współgraczy - co jeżeli dziwnie zareagują na nasze odgrywanie? Może przy ich stole nigdy nie udawało się głosów i tak silnych emocji? A może wręcz przeciwnie - co w przypadku kiedy moje odgrywanie zostanie uznane za płytkie? Wiele pytań kłębi się w głowach osób na pierwszych sesjach.

Ja tu tylko na sesję

Wracając jednak do podjętego wcześniej tematu, czyli "ja tu tylko przyszedłem na sesję". To taki syndrom, który szczególnie dostrzegam w społeczności online. Gracz wpada 5 minut przed sesją, nie ma w zasadzie nic do powiedzenia, mistrz gry prosi o przypomnienie poprzedniej sesji i lecimy. Gra się toczy, a po na zegarze wybija godzina oznajmiająca koniec sesji słychać tylko "cześć" i gracz znika w niewyjaśnionych okolicznościach.

I co teraz? Niby nic, wszyscy wracają do swojego życia, słyszymy się na następnej sesji.

Nie chcę generalizować mówiąc, że to zły nawyk i tak nie powinno się robić, bo prawdopodobnie bardzo wielu osobom pasuje taki typ rozrywki.

Chcę powiedzieć, że zauważam wiele korzyści płynących z tego, że znajomość wychodzi poza RPGowy stół i wspólnie przeżywane przygody, że prawdziwie ciekawe kampanie są tworzone głównie wtedy kiedy gracze się znają, i podkreślam tu - gracze, a nie ich postacie.

Dlaczego tak się dzieje w rozgrywkach online?

Myślę, że powodów jest kilka, przede wszystkim brak jakiegoś połączenia. Współgracze to zwykle kolorowe ikonki, które świecą się na monitorze, albo avatary ich postaci, które znaleźli w internecie. To może pomagać, kiedy nie zdajesz sobie sprawy, że porywczy barbarzyńca jest w rzeczywistości początkującym dentystą, nie musisz rozdzielać tych dwóch, wydawałoby się, sprzecznych ze sobą wizerunków. Myślę jednak, że to do tego stopnia niewielka korzyść, że nie zamierzam jej tutaj brać specjalnie pod uwagę. Łatwiej zresztą powiedzieć "cześć" i kliknąć czerwony X, niż tłumaczyć się kumplom dlaczego nie możemy dzisiaj wyskoczyć jeszcze na piwko. Jest tu znacznie mniej czynnika ludzkiego.

Wiadomo, że są też obowiązki, czasem po prostu nie da rady i koniec. Dziecko choruje, żona krzyczy, mama karze gasić światło, pies narobił na dywan, czy po prostu musimy ratować świat. To zrozumiałe sytuacje, RPG to zabawa i czasem musi iść w odstawkę jeżeli na horyzoncie pojawiają się ważniejsze rzeczy.

Gdzie tu korzyści?

W takim razie do rzeczy, gracze zaczynają się poznawać po za sesją. Robią coś razem. Czy to zwykłe wyjście na piwko po sesji, narzekanie na pracę, partyjka w jakąś planszówkę czy wspólna gra na komputerze. Gdzie tu plusy?

Oczywiście poza najoczywistszym - poznaniem nowych ludzi, są plusy typowo przekładające się na jakość sesji.

  • Koniec z wstydliwością - jest wielu wstydliwych graczy. Taka na przykład moja siostra. Nie lubi grać z obcymi, trudno Jej się przełamać. I całkowicie rozumiem, bo lepiej gra się z ludźmi którzy w jakiś sposób są częścią naszego życia, czy to znajomi, czy przyjaciele, ważne jest to, że znamy ich prywatnie i nie wydają się już tacy straszni. Można zapomnieć o większości pytań, które przytaczałem wcześniej, bo wiemy jak zareagują na nasze odgrywanie, robiliśmy to już milion razy, więc kolejny raz nie sprawi żadnej trudności.
  • Granice - wiesz na ile możesz sobie pozwolić. Czy uszczypliwy komentarz zaboli gracza? Czy ten gracz ma tendencję do robienia grubych, głupkowatych postaci, które zwykle ściągają na siebie i wszystko dookoła kłopoty? Czy mogę stworzyć temu graczowi rozbudowany wątek wiedząc, że łyknie haczyk i zaangażuje całą resztę w swoje własne poszukiwania?
  • Kampania "na miarę" - a kiedy mistrz gry pozna swoich graczy... Teraz wiesz, kto zmieni postać za dwie sesję - temu lepiej na razie nie powierzać niczego ważnego. Kto będzie automatycznie traktowany w drużynie jako przywódca. Kto i co lubi, komu poświęcić uwagę kiedy przyjdzie czas na dworską intrygę, który z graczy zajmie się kradzieżą, a kto w końcu będzie szukał bitki. Każdy z graczy ma znacznie większą szansę na to, że dostanie w kampanii to czego właśnie chce, jeżeli da się poznać mistrzowi gry. Bez tego mistrz gry może jedynie rzucać w graczy wszystkim co ma i patrzeć co się przyklei.

Jak to zrobić?

Osobiście mam taką metodę, że swoich graczy pytam po każdej sesji o to co im się podobało, co nie, która scena najbardziej zapadła im w pamięć, co chcą robić dalej. Typowe pytania o feedback po sesji, dzięki temu wiem na czym się koncentrować przy kolejnych przygodach, ale także zmuszam graczy do jakiejś rozmowy. Czasem ta rozmowa będzie dotyczyła sesji, co można było zrobić, co zrobią na na następnej sesji, ale czasem rozmowa przerodzi się w zwykłą dyskusję, ktoś rzuci żart, ktoś zapyta o coś innego - ot, zwykła pogawędka. Taka, na która nie ma czasu podczas sesji, jednak właśnie teraz jest najlepszy moment, żeby to zrobić. To moment na opowiedzenie żartów, skomentowanie głupich momentów na sesji albo przytoczenie jakiegoś stand-upu, który ktoś ostatnio widział.

Słów kilka na koniec.

Syndrom "ja tu tylko na sesję" zawsze kojarzę z brakiem zaangażowania - prawdopodobnie robię to w wielu wypadkach niesłusznie, ale cóż mogę poradzić? Szczególnie jeżeli ciężko mi taką osobę złapać poza sesjami, dogadać coś, wyciągnąć to czy gracz chce wprowadzić jakieś własne wątki do kampanii i w końcu stwierdzam, że to brak zainteresowania lub zaangażowania sesją. A jeżeli gracz nie jest zainteresowany, to dlaczego ja mam to robić względem jego postaci?
Oczywiście to wysokie wymagania o których piszę w artykule - nie każdy ma czas i możliwości zostać po sesji żeby sobie pogadać. Jeżeli kończymy sesję o 22 we wtorek, to zdaję sobie sprawę, że w dniu jutrzejszym wszyscy musimy wstać. Czasem w grę wchodzi wiele innych obowiązków, ale nadal nie wierzę, że nie ma czasu na to by po prostu pogadać w tygodniu, nawet o sprawach związanych z sesją, bo wiem, że może być ciężko rozpocząć dyskusję z totalnie obcą osobą na tematy bardziej prywatne.

Zwykle niestety po prostu nie ma chęci.

Skomentuj jako pierwszy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.